sobota, 14 stycznia 2012

14.

Siedzę sama na nowym mieszkaniu do remontu. M. wyniósł się radośnie na imprezę, albo spotkanie z kumplami. Zagadka: dlaczego nie chce iść na imprezę? Od 2 tygodni M. coś robi z drzwiami z łazienki, więc mam nieumyte włosy, opryszczkę, boli mnie oko. Mam wkurwa, bo 2 weekend z kolei żyjemy wśród liszajowatych ścian, bo M. neguje moje pomysły kolorystyczne. Bo biały to nie kolor. Swojego zestawu koloru i pomysłu nie przedstawił. Tak typuję, że na wiosnę wrócę do siebie. Tutaj przynajmniej jest ciepło.

W zeszłym tygodniu herbatą się podzieliłam z bezdomnym. Podszedł na stacji, że głodny i zimno cholernie. Mało asertywny dzień miałam, więc kupiłam hot-doga. Jednego już jadł jak wyszłam, ale do kubeczka stacjowego nalałam herbatę z własnego termosu. Może to wpływ "Cienia wiatru"?

Próbuję wynajdować dobre strony nowego miejsca: jest ciepło, blisko bar z zupą rybną bez zaporowej ceny, można chodzić pieszo do Cinema City (nic to, że chujowy repertuar, 1 film z czterema gwiazdkami, reszta twardo na poziomie dwóch), łatwiej zaparkować niż w C., mam wykafelkowaną podłogę w łazience i kafelki w kuchni. Doła też mam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz