wtorek, 6 grudnia 2011

3.

Radośnie zakończyłam pierwszą partię szkolenia z zamówień publicznych. Nie jestem przesadnie zdrowa, ale na 15 osób 2 smarczyły regularnie i mocno a 2 charczały i kaszlały. Gość, który pociągał nosem i przełykał był najgorszy. Po tym jak się spóźnił i przysiadł stolik obok uruchomiłam dobre serce i nakarmiłam gościa sudafetem.
Wczoraj miałam pod domem pierwszą zadymkę w tym sezonie. Na szczęście łajtszit raczył stopnieć.
Teraz mam bojowe zadanie zgłębić instrukcję obsługi samochodu, względem (de)instalacji akumulatora i zaprzyjaźnić się z prostownikiem. Pierwszy raz w życiu zostawiłam światło w samochodzie, jak w nocy wróciłam z wycieczki i czerwony odmówił współpracy tak skutecznie, że nawet zamek centralny nie działa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz