Dochodzimy do sedna przeprowadzki. Przez przypadek dowiedziałam się, że nie idziemy na imprezę do lasu jak było w planie, bo byłaż żona mojego partnera idzie na imprezę. Ja w takim wypadku w końcu nie muszę. Nie, nie tą samą. Po prostu idzie, a M. obiecał M2, że w takim wypadku spędzą Sylwestra razem w nowym mieszkaniu. Oczywiście umieram z radości, że spędzę ostatnią noc w roku na nowym z 12 latkiem, na walizkach i kartonach. Będzie wspaniale. Na pewno nie będzie telewizora, komputera, ani nic, więc M2 nie będzie się nudził i marudził. Spędzimy uroczy wieczór grając w uno, a następnie resztę nocy spędzę na ćwiartowaniu zwłok, wywożenia ich do lasu. Potem sprzedam samochód i ucieknę ścigana listem gończym na koniec świata.
A może jest opcja, że traktowanie mnie jak zbędny dodatek przez ławę przysięgłych zostanie uznany za zbrodnię w afekcie i zostanę uniewinniona?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz