czwartek, 1 grudnia 2011

Ania z Zielonego Wzgórza.

Wzięło mnie dzisiaj o poranku na czytanie Montgomery. Jeszcze bardziej wzięło mnie na szukanie "Ani z Wyspy Księcia Edwarda" do ściągnięcia. W języku polskim, co istotne. Przeczytać - przeczytałam, ale pliku do ściągnięcia nie znalazłam. Widać jakoś mała popularna to lektura w dzisiejszych czasach. Przy czytaniu za to zauważyłam, że się starzeję. Pierwszą książką nad którą ryczałam regularnie był "Biały Bim Czarne Ucho".  Będąc dorosła do łez doprowadzało mnie zakończenie "Chatki Puchatka". Dzisiaj przesmarczyłam większą część "Wymarzonego Domu Ani".
Ale wiecie co, takie książki są potrzebne. W dobie porąbanego świata, w którym żyjemy przypominają o tym, że są jeszcze inne wartości. Nastrój ogarnął mnie tkliwy. Potrzebuję dzisiaj wyraźnie ciepła i jakiegoś uczucia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz